Burza emocji zaklęta w biżuterii - czyli pasja, która nie przemija nigdy…

Data utworzenia: 2012-02-14 10:52:23
Ostatnia aktualizacja: 2012-02-14 13:43:36
Autor: MamyCel.pl
Zdjęcie niedostępne

Anna Mroczek, urodzona w Szczecinie – w ostatniej chwili zebrałam się w sobie… przywitałam świat tyłem do przodu i… tak mi już zostało. Ze wszystkim na ostatnią chwilę, ale jeśli już znajdę czas wolny /natchnienie/ pomysł, to odrabiam za cały tydzień. Znikam, przestaję istnieć, zatracam się całkowicie – tylko ja, srebro, kamienie, kryształy. Czasem także losowi na przekór, z zaciśniętymi zębami biorę się do pracy. Bolące kciuki, nadgarstki, inne problemy – odwracam się od tego wszystkiego w taki sam sposób, w jaki przyszłam na świat.

 

 

Nie ma rzeczy niemożliwych [… poza wyobraźnią Klientów] – zdarza mi się czasem żartować. Bo prawda jest taka, że nie ma „nie da się”, czasem myślę nad projektem kilka dni, czasem kilka tygodni, by spełnić prośbę kogoś, kto ma marzenie i chciałby je urzeczywistnić za pomocą moich oczu i rąk.

 

Tworzę głównie w technice wire-wrapping, czyli cierpliwie owijam grubszy drut cieńszym drucikiem. Z reguły jest to drucik tak cienki, jak ludzki włos. Nie ograniczam się jednak, stale próbuję nowych technik i jako niespokojny duch – nie widzę swojego miejsca w gronie osób, które decydują się tworzyć w jednej technice. Własny styl – tak. Ograniczanie się? – śmierć dla mojej duszy. Uwielbiam próbować, eksperymentować, uwielbiam zamówienia niestandardowe, które są dla mnie wyzwaniem.

- Jestem zafascynowana/zafascynowany...
tym, z jaką doskonałością stworzony został nasz świat. Pozornie chaotyczny, pozornie niezaplanowany – a jednak tak logiczny i poukładany. Ponieważ moim konikiem jest fizjologia człowieka, przede wszystkim w tej dziedzinie nieustająco bywam zaskoczona tym jak nasz organizm doskonale „myśli”.

- Z natury jestem... wdzięczną za wszystko, co posiadam: upartą optymistką, śniącym jeziorem, wulkanem, kobietą. Jestem też stanowcza i zdecydowana; jeśli czegoś nie mogę dosięgnąć, to robię drabinę własnoręcznie. Każde wyzwanie traktuję jak naukę.

- Uwielbiam.... moją córeczkę.

 

- Największą moją pasją jest.... biżuteria, którą tworzyć zaczęłam, gdy nie mogłam znaleźć wzoru kolczyków dla siebie. Kiedy odkryłam, że 2/3 drutu zmarnowałam, ogarnęła mnie realna niemoc. Postanowiłam, że nie spocznę na laurach, póki nie wykonam projektu takiego, jaki mi się marzy, a zadanie nie było proste, ponieważ nie tylko moje marzenia ulegały zmianie wraz z nabywaniem nowych umiejętności, to opanowanie materiału i narzędzi wymagało czasu, precyzji i cierpliwości. Już wtedy wiedziałam – tak mnie to zajęcie odstresowuje, tak ogromną radość mi sprawia, że… nie mogę przestać. Bywało (tak, tak…) że siedziałam nad projektami więcej niż dobę. Bez snu, z wyrywkami czasu na szybkie posilenie się. Do dziś bym tak mogła, jednak moje życie się zmieniło i już inaczej muszę podchodzić do planowania czasu pracy.

- Robię to, co robię bo... kocham, najzwyczajniej kocham swoją pracę.

- Pasja wypełnia moje życie, ponieważ.... bez niej czuję się nie do końca spełniona, spięta.

 

- Człowiek pochłonięty pasją powinien... umieć pogodzić się z faktem, że nie zawsze wszystko wychodzi pięknie i zgodnie z naszym oczekiwaniem; zrozumieć, że pasja to rozwój nie tylko w kierunku wykonywanej czynności ale i rozwój wewnętrzny: trening cierpliwości, trening wyciszenia i nie da się pokonać pewnych granic w technice, bez osiągnięcia postępu w doskonaleniu siebie. Mając rodzinę, mając dziecko, pochłonięty pasją człowiek powinien pamiętać że nawet najpiękniejsza pasja nigdy nie powinna być wartością absolutnie nadrzędną. A przyznam, że czasem muszę to sobie na nowo uświadamiać, by nie przekroczyć granicy – lub nawet wytyczyć ją na nowo.

- Jeśli jest się w czymś dobrym to… nie wolno zapominać, jaką niezdarą było się u początku twórczej drogi. Takie podejście pozwoli obiektywnym okiem ocenić twórczość [i postępy] tych, którzy dopiero zaczynają. Nie czarujmy się, nikt z nas nie urodził się z umiejętnościami w dłoniach i „uniwersalnym pięknem” w głowie.

- Uważam, że pasję i talent trzeba... pielęgnować [także w sobie] i rozwijać.

 

- Droga do sukcesu...: Krążył w sieci swego czasu taki fajny obrazek: dwie kartki umieszczone jedna obok drugiej, na obu z nich dwa punkty oddalone od siebie [do połączenia]. Na kartce „jak moją drogę do sukcesu widzą inni” – punkty łączyła linia prosta. Na kartce „jak ta droga rzeczywiście wygląda” – między punktami widniał istny supeł w stylu ”dajcie niemowlakowi kredkę, niech narysuje kłębek nici, którą bawił się kot”. I ja myślę dokładnie tak, jak to przedstawiono na obrazku, choć do sukcesu nadal dążę.

- Bez pasji i celów... nie byłoby sensu żyć. Cele mamy od narodzenia, to dzięki nim się rozwijamy.

- Mój sposób na życie... a czy można napisać, że nie mam sposobu? Życie jest pełne niespodzianek i o ile są one miłe, to cudownie jest móc dostosować się do zmian. Niemiłe niespodzianki, choć z założenia przyjemne nie są, to zawsze nas czegoś uczą. I niewiadoma jest w tym całym życiu bardzo kreatywną sprawą.

- Marzę o…  tym, by móc za kilkadziesiąt lat [jeśli los pozwoli] spojrzeć w lustro i szczerze powiedzieć do samej siebie, że przeżyłam swoje życie w szczęściu i dałam to szczęście innym.

Anna Mroczek >>