Na swój pseudonim artystyczny pracowałam bardzo solidnie - wywiad z Elą, utalentowaną projektantką biżuterii.

Data utworzenia: 2012-02-20 10:13:22
Ostatnia aktualizacja: 2012-02-20 10:58:30
Autor: MamyCel.pl
Zdjęcie niedostępne

"W momencie, kiedy uświadomiłam sobie, że obowiązki służbowe od 8:00 do 16:00 wpływają negatywnie na poziom i jakość mojej pracy twórczej, z lubością porzuciłam pracę na etacie i rzuciłam się na głębokie wody samozatrudnienia" - Ela.

 

 

 

 

Ela – pseudonim „ MARIAELA” od zawsze pragnęła  robić coś tylko na swoje konto. Z zawodu jest pedagogiem ale realizuje się w zupełnie innej dziedzinie. Już na studiach plotła  dla siebie bransoletki z macramy i lepiła drobne elementy ceramiczne. Przed kilkoma  latami spotkała na swojej drodze  życia mężczyznę,  który rozumiał jej marzenia i pomagał realizować odważne plany. Zaczęła tworzyć drobną biżuterię z wypalanej gliny, sznurka i koralików. Po kilku latach mogła już kupić profesjonalny piec do wypału szkła. A potem poszło jak burza... Zainteresowała  swoimi pracami portale internetowe trudniące się sprzedażą rękodzieł. Współpracuje z nimi do dziś i cieszy się dobrą renomą.

 

Jakie są Twoje zainteresowania, co lubisz robić i dlaczego te rzeczy tak Cię pasjonują?

Interesuję się biżuterią okresu sprzed masowej produkcji przemysłowej. Czerpię radość rozgryzając stare metody produkcji biżuterii i zachwycam się misternymi szczegółami eksponatów. Szanując precyzję wykonania i szlachetność linii, staram się naśladować starych mistrzów. Mogę powiedzieć, że tworzę biżuterię nowoczesną z elementami nostalgicznej tęsknoty za przeszłością. Wielką frajdę sprawia mi również wszystko to, co trzeba zrobić w momencie gdy biżuteria jest już gotowa. Sama robię zdjęcia, sama obrabiam je i opisuję. W mojej pracy przyjemny jest także kontakt z klientkami (choć tylko internetowy). Bardzo lubię opcję " zamów podobny", bo dzięki niej mogę otworzyć się na pomysły innych kobiet, które często proszą mnie o wykonanie specjalnych zdobień lub sprowadzenie ciekawego kamienia. Starannie pakuję każdy przedmiot, dodaję karteczki z nazwą biżuterii i opisem emocjonalnego znaczenia minerału.

 

Jak i gdzie uczyłaś się rozwijać swoje zainteresowania i umiejętności?

Na początku zaliczyłam profesjonalne kursy ceramiki, fusingu i witrażownictwa. Nie chciałam wyważać otwartych drzwi i uczyć się na kolejnych błędach, nie miałabym na to czasu. Swoją pracą pragnęłam wnieść odpowiedni wkład w utrzymanie rodziny. Na swój pseudonim artystyczny pracowałam bardzo solidnie i powoli stawał się on znany w kraju oraz wśród dziewcząt, które wyjechały za pracą za granicę. W tej chwili moje rękodzieła zdobią dłonie i twarze mieszkanek Londynu, Dublina, Berlina i wielu innych miejscowości, gdzie dociera Internet ;-)

Kto zaszczepił w Tobie tę pasję do rękodzieła? Czy to jakaś tradycja rodzinna?

Nie chcę powiedzieć, że moje pasje wyssałam z mlekiem matki, ale coś jest na rzeczy... Wychowam się wśród kobiet, które znały wszystkie tajniki robótek ręcznych z dzierganiem fikuśnych frywolitek na czele. Od dzieciństwa nie obcy mi był haft Richelieu, ściegi tunetańskie i precyzyjne makramy. W tamtych latach kobiety tworzyły modne ciuszki dosłownie z niczego, przerabiając stare swetry i narzuty.

 

Czy realizowanie Twoich zainteresowań wpłynęło w jakiś sposób na Twoje życie prywatne lub zawodowe?

W momencie, kiedy uświadomiłam sobie, że obowiązki służbowe od 8:00 do 16:00 wpływają negatywnie na poziom i jakość mojej pracy twórczej, z lubością porzuciłam pracę na etacie i rzuciłam się na głębokie wody samozatrudnienia. Ogromną pomoc i poparcie w zamiarach dostałam od męża i całej rodziny. Wszyscy widzieli, że z radością poświęcam się swoim pasjom i zwiększonym obowiązkom. Najtrudniej było wtedy, kiedy mój stan (ciąże i późniejsze karmienia) nie pozwalał na kontakt z chemikaliami. 

Czy łatwo jest pogodzić pasję z codziennymi obowiązkami?

Codzienne obowiązki przeplatają się dość płynnie z pracą rękodzielniczą z tego prostego powodu, że znowu zamieszkałam w rodzinnym domu i z pracowni mam zaledwie krok do kuchni ;-) a od wiosny otwieram szeroko drzwi na ogród i już jest dobrze!

 

Opowiedz nam, jak powstają twoje prace? Jakimi technikami tworzysz, z jakich narzędzi korzystasz?

Moje prace powstają z miedzi i mosiądzu, są pokrywane bezołowiową, ekologiczną cyną i stylizowane są na stare srebro. Oczka tworzę ze szkła, które w większości sama maluję i wytapiam. Bardzo lubię też eksponować kamienie i minerały. Zawsze staram się podkreślić ich naturalną strukturę i siłę.

Jak wygląda Twoja pracownia?

Moja pracownia jest zagracona do granic... Chyba cierpię na horror vacui ;-))) Dobrze czuję się w momencie, kiedy wszystkie potrzebne narzędzia mam w zasięgu ręki a zbyt biały stół nie paraliżuje twórczej weny.

Co jest Twoim źródłem inspiracji? Skąd czerpiesz pomysły?

Swoje pomysły czerpię najczęściej z przypadków dnia codziennego, ponadto pilnie studiuję historię ornamentu i sztuki użytkowej ze szczególnym uwzględnieniem okresu Secesji, kiedy to dekoratywność miała swoje najlepsze dni. Przeglądam także czasopisma poświęcone modzie i stylowi życia, tam znajduję inspiracje i najnowsze trendy.

 

Praca i pasja w jednym – czy to możliwe?

Codziennie rano, kiedy wstaję, już mam w głowie pełno pomysłów i cieszę się, że będę robić to co lubię, a jeszcze ktoś za to zapłaci... Dlatego z uporem realizuję swoją koncepcję na życie, a mąż mi dzielnie sekunduje.

Czy uważasz, że w Polsce wciąż istnieją stereotypy, według których rękodzieło to domena babć?

W kraju zmieniło się wszystko, także poglądy na wartość pracy kobiet. Zmieniła się także mentalność samych kobiet, które cenią siebie, swoją pracę i chętnie korzystają z pomocy im należnej przy prowadzeniu domu i wychowywaniu dzieci.

Czy Twoim zdaniem ten stereotyp jest w stanie pozbawić miłośników rękodzieła szansy na tworzenie tego, co kochają i utrzymywania się z tego źródła.

Wobec takich perspektyw nie wierzę, że zaginie rękodzieło, zawsze będzie doceniane przez ludzi znających wartość takiej sztuki i zawsze znajdą się szaleńcy, którzy za „hand made” zechcą zapłacić. Taka wiara pozwala mi spokojnie zasiadać co dzień przed stołem z imadełkiem i lutownicą.

  

Co doradziłabyś młodym pasjonatom? 

Młodym pasjonatom doradziłabym, aby nie zrażali się początkowymi przeszkodami w realizacji swoich marzeń, przygotowali się na kilka skromniejszych lat. Dobrze jest mieć na początku jakieś alternatywne źródło utrzymania, a czas zweryfikuje zarówno talent jak i zapał i upór w dążeniu do celu. Zachęcam wszystkich do korzystania z dobrodziejstw internetu. Jeszcze nigdy nie było tak łatwo się wypromować.

Jakie są Twoje marzenie i cele, do czego dążysz?

Obecnie chciałabym porządnie się wyspać a dalekie cele związane są z zakupem profesjonalnego sprzętu – aparatu fotograficznego, aby w lepszych warunkach i przy aprobacie rodzinki robić dalej to, co lubię.