Wywiad z Justyną, wielką miłośniczką misiów One Of A Kind (OOAK).

Data utworzenia: 2011-11-02 13:49:13
Ostatnia aktualizacja: 2011-11-02 13:59:39
Autor: MamyCel.pl
Zdjęcie niedostępne

Justyna odkąd pamięta, zawsze coś tworzyła, rysowała, szyła. Z czasem zaczęła tworzyć biżuterię, szyć torebki i zabawki z polaru, robić karnety, kartki, ozdabiała przedmioty techniką decoupage. Od ponad roku jej prawdziwą pasją i zamiłowaniem jest ręczne szycie misiów OOAK. Mimo, że studiuje i pracuje, na chwilę z igłą, nitką i futerkiem zawsze znajdzie czas.

 

 

 

 

Co jest Twoją największą pasją?

Mam wiele pasji. Wszystko wiąże się z handmade. Lubię szyć torebki i piórniki, lubię wyplatać makramowe bransoletki. Kiedyś robiłam srebrną biżuterię. Jednak od ponad roku, nieprzerwanie moją miłością jest szycie misiów One Of A Kind (OOAK). Efekt końcowy i słodkie spojrzenie misia zawsze mnie rozczula i właśnie to napędza mnie do uszycia kolejnego i kolejnego.

 

Skąd wzięło się zamiłowanie do misiów OOAK?

Około dwa lata temu zobaczyłam na blogu mojej koleżanki Kasi polarowe misie. Tak bardzo mnie urzekły, że Wymieniłam się z Kasią – ja dałam jej wisior, a ona mi wykrój na polarowego misia i misia zszytego. Uszyłam ich paręnaście, a potem poznałam Anię, która pokazała mi zagraniczne strony z OOAK’ami. W ciągu kolejnych dni kupiłam futerko, oczka i wszystko co potrzebne do misiów futrzanych i zaczęłam po prostu szyć. I nie przechodzi mi do dziś. 

Co odróżnia misie OOAK od zwykłych pluszaków?

Przede wszystkim nie powstają w fabryce, tylko są szyte ręcznie. Zarówno moje, jak i każde inne OOAKi. Do tego mają cieniowane i przycinane pyszczki, ruchome stawy i co najważniejsze – mają wypełnione brzuszki szklanymi kulkami, co sprawia, że są cięższe niż miś ze sklepu. Dodatkowo wyróżnia je czas, jaki poświęca się misiowi. To czasem paręnaście godzin.

Czy  pamiętasz  swojego pierwszego niedźwiadka?

Tak, pamiętam go, to był Sky. Miał niebieskie futerko z czarnymi końcówkami – piękne było. Nie posiadał ruchomych stawów,  miał filcowy nosek i nieprzycięty pyszczek. Ale i tak był jedyny w swoim rodzaju.

Masz swojego ulubieńca lub ulubienice? 

Nie. Każdego misia darzę sympatią. Każdy ma inny wyraz buzi: smuty, wesoły, zatroskany, czasem posiada figlarne spojrzenie. Mają różne kolory, wielkości, ustawienie uszu. Te wszystkie czynniki wpływają na ich oryginalność i zarazem na to, że każdy jest częścią mojej duszy i zawsze znajdują miejsce w moim sercu.

 

Opowiedz nam , jak powstają twoje  misie? Jak je wykonujesz, z jakich materiałów i skąd czerpiesz pomysły?

To, jaki miś będzie miał kolor, zależy od mojego humoru, albo od aktualnie nabytego futerka. Gdy już barwa misia zostanie wybrana, starannie odrysowuje każdy z moich wykrojów. Precyzja jest tu najważniejsza, by miś zachował kształt.  Równie ważny jest kąt „wzrostu włosa”.

Po wycięciu następuje mozolne zszywanie elementów i ich wypychanie. Głowa nie powstaje od razu, czasem czekam dzień lub dwa, aż naprawdę najdzie mnie niepohamowana chęć stworzenia buzi - wtedy z reguły wychodzi mi to najlepiej. Potem miś jest łączony, a na koniec wybieram mu dzwonek, lub inną ozdobę.

Dla kogo szyjesz? Do kogo kierujesz swoje prace?

Moje misie to nie zabawki. Nie nadają się dla dzieci, nie powinny być prane. Ich odbiorcami są z reguły miłośnicy i  kolekcjonerzy misiów. Zdarzają się też osoby, które niedźwiadkiem są tak zauroczone, że po prostu chcą go mieć.

Czy masz czas jeszcze na inne pasje?

Wychodzę z założenia, że co za dużo to nie zdrowo. Szyjąc misie „taśmowo” łatwo wpaść w rutynę, a wtedy nie przychodzą do głowy nowe pomysły oraz znika radość tworzenia. W takich momentach odkładam na parę dni misiowanie, biorę się za szycie czapek na maszynie, piórników, torebek, czy też plotę bransoletki z satynowych sznurków albo robię kwieciste broszki.

 

A co z życiem osobistym? Czym zajmujesz się na co dzień?

Pracuję, studiuję...

Jaką rolę w Twoim życiu odgrywa Twoja pasja?

Pasja zabija nudę, pozwala się realizować. Daje mi też poczucie, że coś umiem robić, w czymś jestem dobra.

Czy chciałabyś zamienić swoją pasję na pracę?

Nie. Kiedyś o tym marzyłam, ale dziś wiem, że pasja musi pozostać pasją. Gdy zamienia się w ciężką pracę na chleb, z czasem może zostać znienawidzona. Oczywiście nie jest to reguła, ale ja bałabym się takiej sytuacji.

Co jest największym problemem dla artysty, pasjonaty?

Odbiorcy, którym wydaje się, że jak ręcznie zrobione, to pół darmo. To nie tylko mój problem, ale każdej osoby która zajmuje się handmade. Rękodzieło w Polsce ceni tylko niewielka ilość osób, pozostała część nie ma pojęcia ile to godzin pracy, pomysłów, wyobrażeń, poprawek... Często na efekt składa się wiele czynników, których nie uraczy się w fabryce, w której wszystko rodzi się z prac maszyny i jest robione hurtowo.

 

Masz momenty załamania, zwątpienia?

Tak.  Zawsze wtedy gdy widzę, jak niedoceniane jest rękodzieło. Nie chodzi tylko o moje misie, chodzi też o prace moich przyjaciółek, koleżanek i artystów których znam tylko „z widzenia”.

Co cię motywuje i zachęca do działania?

Misie, nowe pomysły, chęć tworzenia. I przyjaciółki – Ania, Ewa i Ksenia. Dzięki rękodziełu – każdej dziedzinie z jaką miałam do czynienia, poznałam wiele wartościowych i utalentowanych osób. Z niektórymi rozmawiam prawie codziennie na komunikatorze, a z najbliższymi rozmawiam przez Skype, telefon, posyłam sobie świąteczne i urodzinowe upominki. Pasja sprawiła, że zyskałam przyjaźnie i zawarłam ciekawe znajomości i to też motywuje mnie do szycia i towrzenia.

Masz może jakieś rady dla początkujących pasjonatów?

Największą radą i podstawą rękodzielnictwa jest wiara w siebie i niepoddanie się po pierwszej porażce, po drugiej, ani trzeciej... Wszystko potrzebuje czasu, ręce muszą się wyćwiczyć, człowiek musi nabrać wprawy, odbiorcy muszą nas poznać. Czasem pomyślimy, to nie to, nie dla mnie. Wtedy najlepiej odłożyć handmade na kilka dni. Zatęsknimy – wrócimy, nie zatęsknimy – może za parę tygodni obudzi się w nas inna pasja, ta, która przerodzi się w prawdziwe zamiłowanie.

Jakie masz plany na przyszłość? Jakie są Twoje marzenia i cele?

Przyziemne, zwyczajne. Skończyć studia,  pracować tam gdzie spełnię swoje ambicje. I zawsze mieć czas na uszycie misia. I jeszcze futerko – chce mieć zawsze dużo futerka. 

Dziękuję za rozmowę i życzę spełnienia marzeń.

Rozmawiała Beata Marszałek.

 

dopasowanie brzuszka - krok 1

Krok 1 - dopasowanie brzuszka.

nogi - krok 2 

ręce - krok 3

zszywanie - krok 4

dzwonki - krok 5